Q&A służy demitologizowaniu pracy seksualnej i seksualności w ogóle i nawiązywaniu relacji z Wami.

Jeśli chcesz anonimowo skomentować konkretny wpis, system komentarzy blogowych Disqus daje Ci taką możliwość – wpisz nick, a następnie zaznacz, że chcesz komentować jako gość. 

Pierwotnie mogliście pytać o cokolwiek, ale część z Was tego nadużywała, więc oto kilka zasad:

  1. Jeden wpis = jeden wątek. Jeśli chcesz zapytać o trzy różne sprawy, wyślij trzy osobne wiadomości.
  2. Kilka pytań jednorazowo od jednej osoby jest OK (patrz punkt 1). Kilkanaście – mało OK.
  3. Q&A nie służy Waszej masturbacji. Erotyka i pornografia, szczególnie z moim udziałem, leci do kosza albo spotyka się z Cynizmem, Ironią i Sarkazmem. Wedle uznania Autorki.
  4. Możesz pytać o rozmiar mojego buta, kolor kubka do kawy (brązowy, z Aragornem) i stanowisko w sporze o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Oraz o wiele innych spraw związanych ze mną. Ale nie odpowiadam na pytania o najbliższych.
  5. Zgodnie z Waszymi prośbami, nie rozmawiamy o polityce.
  6. Banuję po IP osoby chamskie, agresywne i wulgarne.
  7. Przypominam, że nie rozmawiamy o rozmiarach penisów. Najlepiej w ogóle zostawcie penisy w spokoju – większość pytań na ten temat leci do kosza.

Ponieważ obecnie nie pracuję w zawodzie, nie ma co szukać sposobu umówienia się.

Archiwalne 500 pytań wraz z odpowiedziami znajdziesz tutaj.

Chcesz przejść na bloga – kliknij tu.

Sukces! Twoje pytanie się zapisało i pojawi się tutaj, kiedy na nie odpowiem. Dziękuję bardzo! :*

Dotychczasowe odpowiedzi

  • Anonimowy Autor asked:
    ladacznico Ty już to wyjaśniałaś, że klientów nastolatków nie przyjmowałaś, a jak było w burdelu inne panie też młodzieńców nie przyjmowały, czy ktoś im sprawdzał dowody.
    • Święta Ladacznica replied:
      Nie wiem, nigdy nie widziałam klientów moich koleżanek.
      Twoje drugie pytanie poszło do kosza. Przeczytaj punkt trzeci zasad Q&A, to zrozumiesz.
  • Anonimowy Autor asked:
    Czy klienci prosili Cię abyś pomogła im "wejść" w siebie? Czy często się to zdarzało? Pytam bo miałem niewiele partnerek i często sprawiało to problem i czuję się z tym źle
    • Święta Ladacznica replied:
      Często pomagałam z własnej inicjatywy, widząc, że nie idzie im to płynnie. Nawet przy stałej osobie wcelowanie może sprawić trudność, a co dopiero gdy nie poznało się nawzajem swojej anatomii w praktyce i nie wytworzyło się skojarzenie na poziomie ciała takie jak przy gestach, które wykonujemy bez zastanowienia i mimo to precyzyjnie. Każda osoba jest zbudowana trochę inaczej i to naturalne, że ma się problemy. Tylko z filmów porno można wyciąć nieudane podejścia, sprawiając wrażenie, że każdy poza tym jednym jedynym widzem robi to w sekundę. Dodam jeszcze, że oczywiście gra wstępna i lubrykant bardzo pomagają, kiedy już się wceluje.
  • Anonimowy Autor asked:
    Czy podczas stosunku z klientem pomagasz sobie dojść (np. ręką?) czy skupiasz się tylko na kliencie?
    • Święta Ladacznica replied:
      Bywało bardzo różnie. Często nie miałam ochoty na orgazm, a innym razem nie potrzebowałam pomocy. Oczywiście czasem klient się domagał, żebym się masturbowała w trakcie stosunku, co bywało wkurzające, jeśli akurat miałam dosyć stymulacji łechtaczki i sprawiało mi to dyskomfort, a klient tego nie rozumiał.
  • Anonimowy Autor asked:
    Czytam cię z zainteresowaniem od jakiegoś czasu i myślę, że twój blog pomógł mi spojrzeć inaczej na pracę seksualną i nie wyrosnąć na SWERF-a, za co dziękuję. Przyszło mi do głowy takie pytanie - czy kiedykolwiek zdarzyło ci się spotkanie z klientką-kobietą? Jeśli tak, czy możesz napisać, jak to było? Jeśli nie, dlaczego?
    • Święta Ladacznica replied:
      Hej! Cieszę się, że mogła jakoś pomóc 🙂 Klientki-kobiety się nie zdarzyły, ogólnie kobiety mają opinię niepoważnych i zwykle rezygnują ze spotkań, znikając bez słowa. Spotkania w parze wyglądają zazwyczaj identycznie, czyli po prostu do nich nie dochodzi. Wszystkie moje spotkania z parami miały miejsce w sytuacji, gdy kobieta była jakąś znajomą klienta i myślała, że ja też jestem znajomą, ewentualnie sama była seksworkerką.
  • Anonimowy Autor asked:
    Cześć z góry przepraszam, że piszę z anonimowego konta. Mam nadzieję, że mi trochę doradzisz, dodasz otuchy albo ogólnie powiesz szczerze. Mam 20 lat to tak na początku. Zdecydowałam się na randki w stylu sponsoringu z facetem o 12 lat starszym. We wtorek lub środę mamy się spotkać (na noc). Bardzo się boję, nie wiem. Może pokaże Ci wiadomości? On chce wynająć apartament w Poznaniu. Ja mam czarne scenariusze, nie to, że ktoś mnie zmusza do tego spotkania - bardzo chce. Ale się boję, że np zrobi mi krzywdę w nocy lub zaprosi jakiś kumpli, że mnie zgwałci cokolwiek. Nie chodzi, że ucieknie i mi nie zapłaci. Pół biedy. Znalazłam go na portalu "szukam bogatego". Wysłał mi swoje zdjęcie. Pomyślałam, że Ty masz jakieś doświadczenia z tym i wiesz jak przygotować się na taką randkę i jak się zabezpieczyć(bezpieczeństwo). Nie mam nikogo komu mogę o tym powiedzieć... No i oczywiście on chce moje zdjęcie przed spotkaniem jako, że wysłał mi swoje. Nie mówię mu prawdziwego imienia ani gdzie mieszkam. Ale z tym zdjęciem... nie wiem. To brzmi tak żałośnie, wiem. Ale serio chce to robić. Każdy ma jakieś początki. Jakieś protipy. Dziękuję!
    • Święta Ladacznica replied:
      Cześć! Dzięki za zaufanie i odwagę 🙂
      Zdjęć nigdy nie wysyłałam w ciemno, najwyżej przepadało mi spotkanie i pieniądze, ale zabezpieczałam w ten sposób część swojej prywatności.
      Dobrze mieć kogoś, kto WIE o spotkaniu, u mnie to zawsze była absolutna podstawa bezpieczeństwa. Inaczej jeśli coś Ci się stanie, to nikt nie będzie o niczym wiedział i Ci nie pomoże, albo chociaż nie pozbiera szufelką po spotkaniu. Ja bym najpierw ogarnęła zaufaną osobę, a dopiero później się spotykała.
      Druga podstawa bezpieczeństwa to poleganie na swojej intuicji. Jeśli tylko coś Ci nie gra - wychodzisz. Nie gra tzn.: narkotyki, nadmiar alkoholu, dziwne komentarze, sygnały o kompletnym braku szacunku, naciskanie na rzeczy spoza Twojej oferty, ignorowanie sprzeciwów... no wtedy to już ostatni dzwonek, żeby się ulotnić.
      Wiele innych zasad i wskazówek znajdziesz w "Doświadczalniku", do pobrania za darmo tu: https://sexworkpolska.files.wordpress.com/2019/12/00_doswiadczalnik_digital_b.pdf
      I jeszcze jedno - większość mężczyzn jest naprawdę spoko, szczególnie w klimatach sponsoringu.
      No i mam nadzieję, że jesteś z Poznania lub chociaż znasz to miasto. Bo umawianie się w obcym miejscu, przy braku doświadczenia... nie za bardzo rozsądne. Tak czy siak - miej pieniądze na koncie na opłacenie taksówki z FreeNow albo iTaxi, w ostateczności Ubera lub Bolta (odradzam, za dużo miałam z nimi przygód). Żebyś w każdej chwili mogła odjechać.
  • Anonimowy Autor asked:
    ladacznico a zdarzali się w burdelu stali klienci, którzy mieli swoje ksywy u dziewczyn, a może nawet escortki do kórych się tylko wybierali. bardzo często czytając wywiady z escortkami słyszę że bazują na stałych klientach, którym nadają różne ksywy w telefonie dla ich rozróżnienia ( panowie oczywiście nie podają swoich nazwisk). Dlatego jedna przyznała ze ma w telefonie sporo różnych identyfikujących haseł w stylu ten co przyniósł kwiaty, wesołek, maruda, fajnie się bzyka, facet z wieśniacką zaczeską, ten z małym fiutkiem, wiejski cwaniak itp. Spotkałaś się z czymś takim, a może sama masz takie zapisy w telefonie.
    • Święta Ladacznica replied:
      Większość moich zapisów to Wtorek 19 BDSM albo Środa 22 02 Sheraton, ale część klientów dorobiła się pseudonimów typu Imię + Skojarzenie. Te skojarzenia to nazwa miasta, fetysz, preferencja, miejsce spotkania... Pojedynczych klientów mam zapisanych tylko z imienia, a drobna grupka to ksywki typu Amerykański Podróżnik. Kilkunastu mam z imienia i nazwiska, bo i je podali (często potem okazywało się, że faktycznie podali własne nazwisko). Oprócz tego mam w telefonie "kontakt" Nie Odbieram, i tam trafia każdy klient z czarnej listy poza panem "Imię Nazwa Ulicy ZGROZA", którego nigdy nie chciało mi się tam przepisać.
      Wspólne ksywy nadane przez "agencję" się zdarzały, to pomagało zachować anonimowość klienta przy jednoczesnym rozpoznawaniu go przez każdą.
  • Anonimowy Autor asked:
    A właśnie , jak zachowywali się Ci klienci po użyciu białego proszku, kiedyś escortka mi mówiła że takim z reguły nie staje penis i jest to prawdziwa makabra. To samo z pijanymi, można pracować nad ich sprzętem bez spodziewanego efektu.
    • Święta Ladacznica replied:
      To nie jest najgorsze. Najgorszy jest ich brak kontroli nad sobą i wyciekająca agresja. Każdorazowo, kiedy wychodziłam ze spotkania przed końcem, powodem było nadużywanie środków psychoaktywnych - albo kokainy, albo alkoholu, albo obydwu.
  • Anonimowy Autor asked:
    ladacznico wielokrotnie podkreślałaś że jako niezależna escortka miałaś z reguły jednego klienta na dzień, a jak było w burdelu ? Tutaj zapewne musiałaś się mierzyć z większą ilością klientów. Zdarzali się panowie mało atrakcyjni otyli, mało rozgarnięci ? na początku , jak trafiłem na twój ślad w internecie czytałem wywiad, gdzieś z Tobą. Pisałaś tam o kliencie do ktorego zostałaś zawieziona przez kierowcę, który był bardzo brudny i prawdopodobnie chory psychiczne, pisałaś też o mało rozgarniętych klientach, z którymi nie mogłas się dogadać podczas spotkania z powodu dużych różnic w intelekcie, na ich niekorzyść. Jaki typ klienta w burdelu najbardziej cię odpychał.
    • Święta Ladacznica replied:
      W agencji towarzyskiej miałam maksymalnie 2, czasem 3 klientów dziennie, tak samo jak w prywatnym mieszkaniu. Podobne statystyki miały koleżanki z mieszkania. Żadna z nas nie była osiemnastoletnią seksbombą z godziną pracy wycenioną na 150 zł, więc nie miałyśmy jakiegoś super dużego "przerobu". W skali miesiąca największy ruch miała czterdziestoparoletnia spalona na solarium tleniona blondynka, która przyjmowała na kwadranse, półgodziny i godziny, ale i to oznaczało max 4 klientów dziennie. Wszystkie miewałyśmy "puste" dni i dni, kiedy cieszyłyśmy się, że chociaż jeden klient wpadł pod koniec dnia. Mój przyjaciel wytykał mi wtedy w słabsze dni (0-1 klient), że więcej zarobiłabym przez dzień pracy w McDonaldzie niż przez dzień pracy w agencji. Większość czasu upływała nam na siedzeniu przed sprzętem elektronicznym i rozmowach z koleżankami, nie było też problemu z wyskoczeniem na lunch, szybkie zakupy czy paznokcie.
      Klient brudny i prawdopodobnie chory psychicznie był jedyny w swoim rodzaju. Wciskanie mi go pod hasłem "on cię bardzo polubił, czemu nie chcesz się z nim spotkać, dobrze płaci" (akurat, najniższa stawka, na jakiej pracowałam w życiu, nie licząc spotkań przedłużonych) było jednym z czynników, które zadecydowały o odejściu z agencji.
      Nie istnieje "najbardziej odpychający typ klienta" z agencji, którego mogłabym wskazać. Większość klientów była spoko, minus to, że część z nich nie była partnerami do rozmowy i nie spełniałam się w pracy z nimi. Pojedynczy ludzie byli prymitywni i traktowali nas przedmiotowo oraz nadużywali alkoholu lub (w dwóch przypadkach) białego proszku.
  • Anonimowy Autor asked:
    "Anegdota (gr. τὸ ἀνέκδοτоν, to anekdoton “nieopublikowane” od ἀν-, an- “nie-” i ἔκδοτος, ékdotos “opublikowane”, z ἐκ-, ek- “na zewnątrz” i δίδωμι, dídōmi “daję”) – krótka forma literacka, zawierająca prawdziwe lub zmyślone opowiadanie o zdarzeniu z życia znanej postaci, żyjącej albo historycznej, lub z życia określonego środowiska czy grupy społecznej. Anegdota ma wydźwięk HUMORYSTYCZNY, może jednak zawierać również pierwiastki dydaktyczne. Charakterystyczną cechą gatunku jest wyraziste zakończenie i obecność niespodziewanej puenty. Anegdoty mogą być fragmentami większych utworów literackich, np. wspomnień, listów i biografii. W średniowieczu często stanowiły część kazań." Byłoby super gdybyś poza dydaktyką opisywała też właśnie coś o humorystycznym charakterze. Powiem Ci że ja też często mam doła, zwyczajnie każdy z nas targa jakiś krzyż na tym padole. Są ludzie bardziej szczęśliwi niż ja, ale także tacy, co naprawdę mają przewalone. Wystarczy się przejść po szpitalu, wtedy nabierasz sporo pokory. dlatego czasem lepiej napisać cos humorystycznego. Na pewno miałaś sporo takich historii z życia escortki. Ja staram się pocieszać nawet małymi rzeczami, np. ucieszyło mnie że znowu jesteś aktywna na blogu. Mała rzecz, a cieszy bardzo.
    • Święta Ladacznica replied:
      Ale co humorystycznego miałabym publikować?
  • Anonimowy Autor asked:
    Gdzie takie promocje na o Wanda? W polskim sklepie czy zagranicznym? Jakiś black Friday czy coś? Bo zakładam że nie kupiłaś tego typu zabawki używanej...?
    • Święta Ladacznica replied:
      W zagranicznym, LoveHoney. Są dużym sklepem (podobno największym w UK) i miewają dobre rabaty. Produkt był nieużywany. O zniżce dowiedziałam się z fanpage Tam na dole to mam stopy.